|
www.kamilianie-gruzja.com |
|
![]() Witamy
Witamy na stronie poświęconej pracy polskich misjonarzy w Gruzji. Pracujący na misjach |
|
![]() Nowości Solidarność z Haiti i Chile Wolontariat w Gruzji POLECAMY: 1% dla Nika Módlmy się za ofiary trzęsienia ziemi na Haiti. Nasza galeria Wielkanocne wspomnienia z Gruzji Film o wojnie w Gruzji List na Tydzień Misyjny Dodano trzy kolejne galerie: Pogrzeb niezidentyfikowanych żołnierzy, Pomoc dla najbardziej potrzebujących i Zakałkazka baza wojenna. Informacje z kryzysu w Gruzji na bieżąco można śledzić w naszej Księdze Gości. Apel o pomoc dla ofiar wojny na Kaukazie 14 lipca to dla naszego Zakonu bardzo ważny dzień. Wspominamy w tym dniu św. Kamila de Lellis - założyciela Zakonu, patrona służby zdrowia, chorych i cierpiących. Zapraszamy do przeczytania artykułu s. Remigi Łucji, przełożonej wspólnoty zakonnej Córek św. Kamila, która od trzech lat służy chorym i biednym w Gruzji. Zapraszam Was do przeczytania artykułu napisanego przez niepełnosprawnych Domu Św. Kamila w Tbilisi. W imieniu swoim jak i całej naszej grupy chciałbym podziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wspomagają naszą misję w Gruzji. Pamiętamy o Was w naszych modlitwach. Bóg zapłać!! Br. Robert
Zapraszamy do wysłuchania audycji poświęconej naszej pracy w Gruzji. Zachęcamy do przeczytania wywiadu z naszym współbratem O. Zygmunetem Niedźwiedziem - kamilianinem. Obecnie najważniejszym celem, jaki sobie stawiamy jest budowa Centrum dla Niepełnosprawnych. To bardzo poważna inwestycja, która jest niemożliwa do zrealizowania bez wsparcia Ludzi, Firm i Organizacji Pozarządowych. Chleb z masłem dla dziecka w Gruzji - nieustający apel, który skierowany jest do osób, których serca są otwarte na cierpienia. Więcej informacji znajdą Państwo w naszym liście. |
Wywiad z Ojcem Zygmuntem Niedźwiedziem OSCam
W tym roku odwiedził kilka parafii w Polsce, gdzie zbierał datki pieniężne na pomoc potrzebującym w Gruzji i Armenii, gdzie obecnie pełni posługę kapłańską - i gorąco prosił o ofiarę modlitwy za nich. Był m. in. w Białej, do której zawsze chętnie wraca i gdzie spotkał się z serdecznym przyjęciem. ROZMAWIA RYSZARD NOWAK - Czy do Gruzji trafił Ojciec z własnej woli, czy była to decyzja przełożonych? - Moim wewnętrzym pragnieniem - już od dawna - było poświęcenie się pracy na misjach. Kiedy usłyszałem o potrzebie pomocy w nowej placówce, założonej przez włoskich kamilianów w Gruzji, po raz pierwszy wyraziłem swoją chęć dołączenia do tej pracy ówczesnemu prowincjałowi - o. Ernestowi Szlegerowi. Było to jeszcze wtedy, kiedy tam swoją posługę zaczynał - nieodżałowanej pamięci - o. Paweł Szczepanek, którego mieszkańcy Białej dobrze pamiętają z gorliwej posługi kapłańskiej. Po 2 latach owocnej pracy zginął w wypadku samochodowym w Gruzji. Stało się to w lipcu, 7 lat temu, parę miesięcy przed wizytą Jana Pawła II w Tbilisi. Na jego pogrzebie w rodzinnej Kamiennej Górze uczestniczył - wówczas świeżo wyświęcony na kapłana - o. Paweł Dyl. Kiedy usłyszał apel, by któryś z polskich kamilianów pojechał na jego miejsce, z jego serca jakby wyrwała się odpowiedź: tak, bądź wola Twoja, Panie. Niedługo potem pojechał na przygotowanie językowe do Turynu, a stamtąd prosto do Gruzji, by już na święta Bożego Narodzenia pomagać w pracy duszpasterskiej. Kiedy "drugi" o. Paweł przebywał na wakacjach w Polsce, przyjechał do Białej z obecnym prowincjałem - o. Franciszkiem Bieńkiem, aby odpowiedzieć na moją ponawianą propozycję dołączenia do posługi misyjnej. Po konkretnej rozmowie, wspólnie doszliśmy do wniosku, że jeszcze tego samego roku wyjadę do pracy w Gruzji, a święcenia diakonatu nie będę już przyjmował w naszej Ojczyźnie, ale tam, aby m. in. dać przykład i zachętę, by młodzi szli za głosem powołania. Z Polski dotarłem 18 XI 2002 roku. Może warto dodać, że w tym dniu wspominamy w Kościele katolickim rocznicę poświęcenia rzymskich bazylik świętych Piotra i Pawła - symbol łączności i jedności całego Kościoła, czego tak bardzo nam brakuje z prawosławnymi. Akurat o. Paweł i ja otrzymaliśmy na chrzcie świętym drugie imię Piotr. Także nasze 2 domy w Tbilisi należą terytorialnie do parafii pod wezwaniem tych świętych apostołów. Niedawno już minęło 4 lata. Chciałoby się powiedzieć: "Jak ten czas szybko leci"! 2 lutego 2003 roku w święto Ofarowania Pańskiego w Katedrze pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tbilisi, otrzymałem święcenia diakonatu na Mszy św. o godz. 12.15 z rąk Administratora Apostolskiego Kaukazu - biskupa Giuseppe Pasotto w obecności Nuncjusza Apostolskiego Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu - arcybiskupa Claudio Gugerotti, Administratora Apostolskiego obrządku ormiańsko - katolickiego w Gruzji - o. Emmanuela, kapłanów i licznie zgromadzonych wiernych. Sam też zaproponowałem tą datę, ponieważ jest to również Dzień Życia Konsekrowanego, a dla naszego zakonu jeszcze bardziej znaczący, gdyż to rocznica nawrócenia św. Kamila. Radość tego wydarzenia potęguje fakt, iż były to pierwsze święcenia diakonatu od czasów rewolucji październikowej w Kościele katolickim w Gruzji w rycie łacińskim. Święcenia kapłańskie przyjąłem tego samego roku - 25 X. Dokonało się to wielkie wydarzenie już w Polsce, aby także rodzina, współbracia i znajomi mogli razem uczestniczyć. - Na czym polegają obowiązki Ojca w Gruzji? - Otóż 2 lata temu - dekretem naszego biskupa Giuseppe Pasotto - zostałem mianowany proboszczem parafii w Chizabawrze i Wargawi, po zasłużonym o. Pawle, który z powodu bardzo wielu zajęć przekazał mi te obowiązki. Jest to tym trudniejsze zadanie, gdyż trzeba tu - po 70 latach komunizmu - zaczynać od podstaw. Także nie mogę poświęcić dostatecznie wiele czasu parafianom, ponieważ nie jest to kamiliański charyzmat służby chorym, lecz dodatkowe zadanie - z powodu wielkiego braku kapłanów na Kaukazie. W związku z tym wyjeżdżam tam w góry w piątek, a wracam stamtąd w poniedziałek. Można by stwierdzić, że jestem "dojazdowym"- dojeżdżającym duszpasterzem, gościem w swojej parafii. - Czy posługa kapłańska Ojca sprowadza się tylko do pracy w tej parafii? - Nie tylko. Od 10 lutego 2005 roku posługuję również jako kapelan w prowadzonym przez nas - jedynym na terenie sąsiedniej Armenii - bezpłatnym szpitalem z przychodniami w Aszocku, do którego należą 22 punkty medyczne w okolicznych wioskach. Dokonało się to z 3. powodów:
Odtąd jest to moje stałe miejsce zamieszkania. Konkretnie w Armenii pracuję 4 dni, a w Gruzji - 3. W związku z tym podaję mój stały adres: Ospedale "Redemptoris Mater", 377540 ASHOTSK (Shirak). ARMENIA, tel. i fax: (00374) 10280290 - centrala, e-mail: zygmuntge@op.pl, jeszcze dodam wspólny adres internetowy: camillians_ashotsk@web.am. - Na pewno szpital boryka się z jeszcze innymi problemami? - Zewnętrznie na pierwszy plan wysuwają się problemy finansowe. Jest to najdroższa placówka - ze wszystkich dzieł misyjnych naszego zakonu - na świecie. Dodam tylko, że mamy 200 pracowników, którzy w ciągu roku przyjmują ok. 30.000 osób razem we wszystkich przychodniach, wykonują m. in. więcej niż 20.000 laboratoryjnych analiz medycznych, 1.500 radiografii, 3.000 echografii, ok. 1.500 zabiegów operacyjnych szpitalnych i 500 ambulatoryjnych, przyjmują 300 dzieci, przychodzące na świat. Były nawet zamiary zamknięcia - z powodu dużych kosztów utrzymania. Jednak, kiedy podczas wizytacji nasz przełożony generalny z Rzymu - o. Frank Monks, poznał miejscowe trudne warunki w jakich żyją mieszkańcy - postanowił kontynuować to szczytne i tak potrzebne dzieło, ufundowany przez Jana Pawła II 15 lat temu, po ciężkim trzęsieniu ziemi. - Czy liczne obowiązki Ojca ze względu na odległości, na dodatek w górzystym terenie Kaukazu, stanowią dodatkowe uciążliwości? - Jakoś sobie radzę w tych warunkach. Poprzednio dojeżdżałem głównie kursowymi minibusami - furgonetkami, a niekiedy - autobusami. Jednak często, kiedy były pełne pasażerów, nie zatrzymywały się. Wtedy byłem zmuszony zatrzymywać po drodze to, co się dało. Nieraz bywało, że jechałem z kilkoma przesiadkami, a nawet 7 km szedłem pieszo z głównej trasy, wznosząc się po górskiej drodze do naszej wioski. Wtedy taka podróż jeszcze bardziej się wydłużała. W sumie dużo czasu - w taki sposób - traciłem na dojazdy. Dodatkowo przedłuża podróż b. zła nawierzchnia; na wielu odcinkach jest więcej dziur niż asfaltu! Jeśli zalega błoto lub śnieg, to wtedy 7 - kilometrowa polna droga z Chizabawry do Wargawi jest nieprzejezdna. Wówczas mam 3 warianty: iść pieszo, jechać na koniu (czego się nauczyłem w Gruzji) lub samochodem, ale długą trasą dookoła - 26 km. Trzeba nadmienić, że także 4 razy muszę zatrzymywać się na przejściach granicznych i punktach celnych (po stronie gruzińskiej i ormiańskiej). Przy każdym przekroczeniu zostawiają mi pieczątkę w paszporcie, przez co wystarcza tylko na 2 lata. Sytuacja z dojazdami poprawiła się, gdy 1 lipca 2005 r. z naszego szpitala wypożyczono mi rosyjski, 10 - letni, samochód Łada - Niwa. Po roku od naszego biskupa dostałem 6 - letnia niwę. Wyglądem i wielkością przypomina "małego fiata". Jednak ma dłuższy przód i wyższe podwozie, jest cięższy i silniejszy, bo przystosowany do jazdy w trudniejszych i górskich warunkach. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy pierwszy raz usłyszałem, ile benzyny zużywa te nieduże auto: aż 14 litów na 100 km! Jedynym dla mnie wytłumaczeniem jest fakt, że to postradziecki produkt. Z zewnątrz wygląda jak nowy. Jednak to, że wcześniej go ktoś używał przez kilka lat często daje o sobie znać. Tym bardziej, że poprzednio - drogi były b. zniszczone i przez wiele czasu prawie nikt ich nie naprawiał. Jednak plusem jest to, że części do tutejszych samochodów nie jest trudno kupić, a praca mechaników zwykle nie tak droga. Jadąc do szpitala często zabieram ze sobą chorych, więc mogę coś jeszcze więcej pomóc potrzebującym. - Co jeszcze utrudnia życie i pracę na Kaukazie? - Warunki klimatyczne. Ta część Kaukazu bywa nazywana ormiańską Syberią, dlatego iż śnieg zalega tu przez pół roku, a nocą mróz często dochodzi do -20, a czasami nawet -30oC. W ubiegłym roku śnieg stopniał w połowie kwietnia. W dniu moich imienin - 2 maja, otrzymałem niespodziankę w postaci przyjścia kilkucentymetrowego śniegu, który jednak szybko stopniał. W pozostałych miesiącach jest często deszcz i chłód. Tylko latem jest dobra pogoda. Nawet na początku września, po tym jak kilka dni padał deszcz, tak się ochłodziło, że nawet nocą wystąpił przymrozek. - Czym zajmuje się miejscowa ludność? - Tu, na wysokości 2000 m nad poziomem morza, nie rosną owoce, zboże. Jeśli się uda dobry rok, to wtedy są małe ziemniaki i trochę warzyw. Gdy ktoś mieszka na wsi, to przynajmniej może mieć swoje zwierzęta, które pasą się na trawie. Nie ma też lasów, więc drewno jest bardzo drogie. Kogo nie stać na zakup węgla, opala dom... suszonym obornikiem! Co czyni bardzo wiele rodzin. Panuje tu taka bieda, o której w Polsce nie mamy wyobrażenia. Na dodatek występuje ogromne bezrobocie, zarówno w Gruzji, jak i w Armenii. Po rozpadzie Związku Radzieckiego rozpadła się tutejsza gospodarka (jak i w Gruzji), gdyż była tak przemyślnie skonstruowana, aby nie mogła istnieć samodzielnie, bez ścisłego kooperatywu z innymi republikami. - Jak więc sobie radzą mieszkańcy tych byłych radzieckich republik? - Rzesze ludzi wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu pracy zarobkowej, choćby na 1 sezon. Zdecydowana większość do Rosji, ponieważ jest nie tak daleko, a także pomaga znajomość j. rosyjskiego. Z tego powodu w całej Armenii mieszka tylko ok. 2, 5 miliona ludności, a w stolicy - Jerewanie - ok. 1 mln. Można nawet powiedzieć, że więcej Ormian mieszka za granicą niż w swojej ojczyźnie. - W jaki jeszcze sposób Kamilianie starają się pomóc mieszkańcom tych krajów?
- 1. Nie powiedziałem jeszcze, że w Tbilisi na Temce wybudowaliśmy 8 lat temu poliklinikę "Redemptoris Mater", gdzie w ciągu dnia chorzy otrzymują pomoc medyczną od różnych specjalistów. Dyr. jest przełożony naszej Fundacji Kaukaskiej - o. Nino Martini z Turynu. Obok, w sąsiednim domu zakonnym mieszkają 3 siostry ze zgromadzenia Córek św. Kamila, które pracują z nami w dziele naszego Fundatora. 2. Nieopodal mieści się państwowy dom opieki, gdzie od 3 lat pomagamy osobiście, pielęgnując ciężej chorych mężczyzn. 3. Każdego dnia siostra kamilianka z 2 wolontariuszami jedzie ambulansem (otrzymanym z Polski) udzielając pomocy obłożnie chorym w ich domach na terenie stolicy. 4. W sąsiedniej dzielnicy Tbilisi, w Sanzonie - w naszym domu formacyjnym św. Kamila - wiosną 2 lata temu rozpoczęliśmy nowe dzieło: dom dziennej pomocy dla niepełnosprawnych. Głównie są to młodzi ludzie na wózkach inwalidzkich, których przywozimy z ich domów. W tym też pomagają wolontariusze. Widzę, że to dzieło, którego pomysłodawcą i dyrektorem jest brat Robert Kukułka, pięknie się rozwija. Widać konkretne efekty warsztatów zajęciowych, psychoterapii oraz spotkań modlitewnych i ewangelizacyjnych. W tym domu mieszka też o. Paweł Dyl - formator br. Irakliego i kandydata z Włoch - Francesco oraz nowo wyświęcony w tym roku pierwszy kamiliański kapłan Gruzin - o. Akaki Czelidze. 5. Kontenery z Włoch są konkretną pomocą materialną, gdyż z nich rozdajemy biednym żywność, ubrania, środki medyczne, pomoce dla inwalidów, zabawki dla dzieci, itd. 6. W Chizabawrze prowadzimy przedszkole. Po kapitalnym, rocznym remoncie gmachu, 6 VI 2003 r. o. Antonio Menegon - Prowincjał z Włoch dokonał uroczystego poświęcenia i otwarcia tego obiektu. Niektórzy stwierdzili, iż jest to najładniejsze przedszkole w Gruzji. W tym i poprzednim dziele przygotowują ciekawe spektakle oraz koncerty tut. pieśni i tańców, które bardzo mi się podobają. Myślałem nawet, że można by zorganizować "trasę koncertową" w Polsce, ale brakuje na to sponsora. 7. Obok kościoła parafialnego przejęliśmy budynek (właściwie pozostały tylko ściany) starej poczty. Z funduszy "Caritasu" dokonaliśmy tego, że od obecnego roku pracuje tu pielęgniarka, oraz na część etatu lek. internista i dentystka, poza tym jest mała piekarnia, a do końca grudnia kurs szycia. Po jego zakończeniu ma być tam biblioteka i sala do spotkań parafialnych. 8. Ferma, położona w wyższych partiach gór, jest nowym projektem, dzięki czemu niektórzy mają źródło utrzymania, a nasi podopieczni mleko, ser i mięso. 9. Co roku organizujemy dla dzieci, które uczęszczają na katechezy, tygodniowe "wakacje z Bogiem". 10. Znajdujemy stypendia dla tych, którzy nie mają za co się uczyć. 11. Dzięki "adopcji na odległość" wspomagamy już przeszło 420 rodzin w Armenii i sto kilkadziesiąt w Gruzji, które żyją w skrajnej biedzie. Wśród nich jest bardzo dużo rodzin, gdzie mąż pojechał pracować do Rosji i... więcej już nie wrócił, pozostawiając "bezrobotną" żonę z dziećmi. Potrzebujących jest jeszcze mnóstwo. W związku z tym w dalszym ciągu szukamy ludzi za granicą, którzy wysyłaliby pieniądze, aby utrzymać tych, którzy nie mają prawie niczego i przez to sytuacja przedstawia się tragicznie. Konkretnie: dla każdej rodziny przekazujemy co miesiąc 27 euro, a ofiarodawcom przesyłamy zdjęcie z danymi oraz - raz w roku - list od ludzi otrzymujących tę pomoc. 12. Kupujemy opał lub dajemy na to fundusze. 13. Trzy lata temu zapoczątkowaliśmy akcję pod nazwą: "Chleb z masłem dla dzieci z Gruzji". Pomoc ta polega na zapewnieniu przynajmniej chleba z masłem - jednemu dziecku. Wystarczy wysłać 30 złotych na konto bankowe. Liczba dzieci objętych pomocą oraz liczba miesięcy zależy od możliwości i wielkoduszności ofiarodawcy. 14. W Aszocku prowadzimy grupę tańca, która przyjęła takie samo imię jak nazwanie szpitala. Po ormiańsku brzmi "Tiramajr Narek". Już nie raz zdobywali czołowe miejsca w liczących się konkursach i festiwalach. 15. Także tu opiekujemy się młodzieżą uprawiającą jazdę na nartach. Można się pochwalić nie tylko sukcesami w Armenii, ale także podczas zawodów sportowych w innych krajach. To te rzeczy, które teraz pamiętam. Z tego wynika, że kamiliańska posługa w morzu potrzeb jest tu nie tylko wyraźnie zauważalna, ale rozwija się i przez to coraz więcej cierpiących oraz biednych ogarniamy swoją opieką.
- Kim są ofiarodawcy, wspomagający finansowo Waszą - tak bogatą - działalność? - Głównie to osoby lub organizacje zza granicy, przeważnie z Włoch, jednak coraz bardziej znacząca jest również pomoc ofiarodawców z Polski. Wierzę, że nie tylko dobroczyńcy z Zachodu, ale także i Polacy mogą w większym stopniu dołączyć w tej realizacji uczynków miłości. - Jak wygląda praca duszpasterska w tych krajach? - Ateizacja zrobiła swoje. Bieda duchowa jest jeszcze większa; z degradacji po komunizmie trudniej uleczyć wypaczone myślenie i mentalność oraz skrzywione sumienia. Co jest tu dla mnie tak zastanawiające: Armenia była pierwszym państwem przyjmującym chrzest, bo 1700 lat temu, dokładnie w 301 roku, lecz zgubne wpływy ateistycznej działalności widać tu bardziej niż w innych republikach byłego Związku Radzieckiego. Może dlatego ten system tym bardziej starał się zniszczyć ten zalążek chrześcijaństwa? Jest tu procentowo mniej kościołów, mniej tutejszych kapłanów, sióstr zakonnych, wielu ludzi jeszcze nie potrafi uczynić znaku krzyża, nie zna choćby modlitwy "Ojcze nasz", wielu jeszcze nigdy nie uczestniczyło we Mszy św., itd. Dodam jeden znaczący przykład: w czasach komunizmu w stolicy Gruzji było czynnych kilkanaście świątyń, a w pierwszym mieście Armenii tylko... 1 kościół! Ale to się zmienia; Gruzja i Armenia, aczkolwiek powoli - podnosi się z duchowej niewoli komunizmu. Jednak potrzeba nam jeszcze wiele rąk chętnych do pomocy i gorących serc. Dlatego tym bardziej proszę Was: módlcie się gorąco i codziennie za nich, ofiarujcie: Msze św., modlitwę różańcową, dobre uczynki i Wasze cierpienia, aby się szczerze nawracali i podnosili się z duchowej niewoli komunistycznej ku wolności dzieci Bożych, a w ten sposób tym szybciej nastąpi rozwój duchowy, a co za tym idzie, społeczny, gospodarczy i ekonomiczny. Módlcie się także za kapłanów i osoby zakonne o potrzebne siły, wytrwałość, mądrość i miłość w służbie potrzebującym, o liczne, dobre i święte tutejsze powołania, a także o przybycie jeszcze - tak potrzebnych - misjonarzy, którzy zechcą ofiarować swoje życie, by rozpalić w wielu sercach żywą wiarę. - Czy liczy Ojciec na tę pomoc z zewnątrz? - Oczywiście, tym bardziej, że wszystkie dzieła(!), które prowadzimy zawdzięczamy pomocy zza granicy. Każde wsparcie finansowe jest aktem chrześcijańskiej miłości bliźniego, przyczynia sie do pomocy ludziom ciężko doświadczonym przez historię i życie. I o tę pomoc proszę za Waszym pośrednictwem. Mówię to z nadzieją, że także może dzięki WAM, czy Waszym bliskim, jeszcze choć niektórym uda się polepszyć byt, aby był godniejszy człowieka. Proszę o to dla nich, nie dla siebie. Jeśli to poruszyło Wasze serca i macie możliwość pomocy materialnej to odpowiedzcie na ten apel. Gdy jest to dla Was nieosiągalne, nie martwcie się - zawsze możecie ofiarować pomoc duchową, która powinna być na pierwszym miejscu. Korzystając z okazji, pragnę gorąco podziękować tym, którzy już przez pewien określony czas współpracują z nami, niosąc solidarną pomoc. Także przyszłym ofiarodawcom już z góry mówię: "Bóg Wam zapłać!" Was wszystkich będę w modlitwach polecał Bogu. Za wszystkich dobrodziejów odprawiamy co miesiąc Mszę św. i pamiętamy w codziennych modlitwach zakonnych. Modlę się również za zawsze drogich mojemu sercu parafian z Białej. - Dziękuję za rozmowę. |
||